piątek, 30 września 2016

Tata w ciąży

Dziecko mamy razem

Mimo, że to kobiecie rośnie brzuch, puchną jej stopy, wymiotuje codziennie rano przez pierwsze miesiące i ma huśtawki nastroju, które ją samą doprowadzają do szału to moim zdaniem w ciąży jest z partnerem, a nie sama.  Przynajmniej w teorii. Nie powinna z tymi dolegliwościami być sama i ze swoimi strachami, też nie powinna chodzić spać sama.

Przyszły tato! Samopoczucie przyszłej mamy jest w Twoich rękach!

Ostatnio pisałam o tym, że ciąża weryfikuje naszych przyjaciół, nawet tych, którzy wydawali się być wieczni. Na początku 9. miesięcznej przygody dużo zależy od partnera. Wiadomo, kobieta też musi coś z siebie dać, nie stać się zołzą i docenić jego starania. Jednak wyrozumiały facet to na okres ciąży największy skarb!

Zauważ, że jest sama. Słuchaj.

Kobiety to dość gadatliwe stworzenia. Nie trzeba się mocno wysilać, żeby usłyszeć proste, jasne komunikaty o tym, że przyszłej mamie jest nie do końca dobrze ze zmieniającym się otoczeniem i nowym trybem życia. Jest na to trochę sposobów! Pewnie, każda z nas ma inne, ale to blog, muszę pisać o własnych przemyśleniach ;)

Mężczyzno, nie zostawiaj swojej ciężarnej kobiety w domu! Ona jest w ciąży, ale nie urwało jej nóg! Siedzenie w domu powoduje depresję i brak chęci do życia. Szczególnie, kiedy jest ona na zwolnieniu i cały dzień czeka na Ciebie. Na pewno wtedy nie chce wieczorem usłyszeć "wychodzę z kolegami". Nie to, żeby nagle stała się zazdrosna i zaborcza. Po prostu nie chce być sama. Jej życie towarzyskie się zmienia i Twoje troszkę też powinno. Nie ujmie Ci to honoru jeśli zaproponujesz spotkanie damsko-męskie, zamiast męskiego, a w jej oczach na pewno zyskasz. To, że nie jest sama i dbasz o to, by bezpiecznie wróciła do domu, daje jej poczucie spokoju i stabilności. To ważne.

Mi niebywałą radość sprawiła mała wycieczka. Nie działo się nic wyjątkowego, ale w 28 tyg. ciąży pojechałam odwiedzić K. w pracy, ponieważ nie było go już ponad tydzień w domu i mnie zaprosił do Warszawy. Ktoś by powiedział - nuda. Poszliśmy coś zjeść, posiedzieć razem. Zupełnie bez fajerwerków. Jednak ja się czułam tak, jakbym odpakowywała największy prezent w życiu. Wszystko dlatego, że od długich tygodni nie robiłam nic innego jak bycie w domu i stale w tym samym mieście, w tym samym otoczeniu. Stale czekałam, aż wróci z wyjazdu do domu. Codziennie dni wyglądały tak samo. Takie nic, a tak dużo zmienia! Nie pytaj jej, czy chce wyjść z domu lub na co ma ochotę, bo ona prawdopodobnie przez hormony tego nie wie. Po prostu zaproś ją i zabierz, gdziekolwiek!

Szukaj i bądź kreatywny, jest dużo rozrywek, w których śmiało można uczestniczyć w ciąży!

Okaż swoje zainteresowanie.

Mężczyźni zdecydowanie mniej przeżywają okres ciąży niż kobiety. Mówi się, że kobieta ma dziecko od pierwszych dni ciąży a mężczyzna dopiero po jego urodzeniu. Tak już działa nasz, ludzki instynkt. Niektóre z nas będą zarzucać swojego partnera informacjami o pielęgnacji noworodka, rodzajach pieluch, zmuszać do zakupów i zachwycani się małymi ubrankami, a niektóre (na szczęście) ograniczą swoją radość przelewaną na partnera tylko do skręcenia łóżeczka i ewentualnie wyboru fotelika czy wózka. Na tyle na ile pozwala Ci praca spróbuj uczestniczyć w organizacji np. pokoju dziecinnego. To niewątpliwie sprawi jej przyjemność.
Jeśli jesteś w tej drugiej grupie mężczyzn, masz szczęście :) Jednak Twoje zainteresowanie, to nie tylko to, co wymieniłam. To były szczegóły. Nigdy, przenigdy nie zapomnij terminu comiesięcznej wizyty u lekarza. Jeśli tak się stanie ona na pewno pomyśli, że oboje Cię nie obchodzą i napełni ją to większym strachem, niż to jest potrzebne.
Podobnie sprawa wygląda ze Szkołą Rodzenia. Jeśli ustaliliście wspólnie, że będziecie tam chodzić razem, to nie staraj się wykręcić. Przemęczysz się jakoś raz w tygodniu, dla jej spokoju wewnętrznego. Na takie zajęcia prawdopodobnie chodzicie raz w życiu, a dla Twojej partnerki ten poród to jest wydarzenie najważniejsze w życiu. Poświęć się i jej w tym pomóż. Prawdopodobnie, ona ciągnie Cię tam, bo chce mieć w Tobie jak największe wsparcie, gdy nadejdzie ten dzień. Ona jest kobietą, poradzi sobie. Boi się, że Ty sobie nie dasz rady. Wtedy ona będzie miała na porodówce dodatkowe zmartwienie. Owszem, można do Szkoły Rodzenia chodzić z przyjaciółką, siostra, matką, ale... z kim ona w końcu jest w ciąży?


Jej ciało się zmienia

Teraz się zmienia, ale kiedyś wróci do normalności. Ona też widzi te zmiany i nie zawsze widzi w lustrze seksowne krągłości i pełne piersi. Często widzi ogromny brzuch, który sprawia, że nie może sama zawiązać sznurowadeł, piersi jak u dojnej krowy i rozstępy.
Jeśli jesteś w tej grupie mężczyzn, którzy uważają, że jej ciało nadal jest piękne - mów jej to, stale! Natomiast, gdy niestety nie uważasz ciążowego brzucha za nic pięknego - zamilcz. Swoim narzekaniem doprowadzisz do tego, że będzie codziennie myśleć, że nie jest dla Ciebie już atrakcyjna i na pewno już szukasz nowej, młodszej i szczuplejszej.
Kobiety różnie zmieniają się w ciąży. Niektóre tyją książkowo do 12 kg, ale niektóre potrafią przybrać zdecydowanie więcej. Ona zauważy, każdy nowy kilogram swojego ciała, nawet jeśli Ty nie. Porozmawiajcie z lekarzem, jeśli nie widzi przeciwwskazań - kochajcie się! To najlepszy sposób żeby udowodnić jej, że nadal Cię pociąga! :)

Rozmawiaj! Rozmawiaj! Rozmawiaj!

Choćbyś był już wykończony tymi wszystkimi rozmowami, to zrozum, że mama Twojego dziecka bardzo się boi. Rozmowy uspokajają. Wbij to sobie do głowy i bądź cierpliwy! :) Jej huśtawki nastrojów złoszczą nawet ją samą.

Zrób coś dla siebie!

Ty przyszła mamo, nie licz, że wszyscy będą obok Ciebie skakać i zapewniać Ci rozrywkę. Jeśli masz wsparcie, rozmowy i opiekę partnera - masz wszystko! Zrób coś dla siebie. Poszukaj innych przyszłych mam w Twoim mieście, sprawdź, czy organizowane są zajęcia sportowe dla Kobiet w ciąży. Twoje ciało Ci za to podziękuje!

Każda z nas jest inna, ważne, żeby kobieta umiała powiedzieć swojemu partnerowi, czego oczekuje, a on musi umieć jej słuchać.

niedziela, 18 września 2016

Ciąża weryfikuje przyjaciół


Wiadomo, że zmienia się wszystko. Od wyglądu, przez dietę, po cały styl życia. Jednak to od ludzi w bliskim otoczeniu zależy, czy te zmiany będą miały negatywny, czy pozytywny wpływ na ciężarną.

Życie towarzystkie w ciąży?


          Odkąd zaszłam w ciążę diametralnie zmieniło się moje życie towarzyskie, a wręcz mogę powiedzięć, że w dużej części zniknęło.
          Kiedyś byłam osobą otoczoną znajomi, nie miałam problemu z nudą. Wychodziłam z domu, spotykałam się z ludźmi. Teraz jest z goła inaczej. Jednak teraz też mogę o tym pisać, bo już pierwsze uczucie zawiedzenia minęło.

Kompromisy w przyjaźniach


          O ciąży dowiedziałam się w 6 tygodniu. To dość wcześnie, więc jeszcze długo nie było po mnie widać, a ja czułam się na tyle dobrze, że nie chciałam nagle zmieniać swojego życia. Jednak zmienili go za mnie znajomi. Szybko okazało się, że to, iż nie piję alkoholu lub nie wychodzę na całonocne imprezy skreśla mnie z listy gości zapraszanych na spotkania. Słyszałam odpowiedzi typu "Nie sądziłam, że chcesz się spotkać z nami, bo przecież szliśmy na piwo" lub "Nie odezwałam się, bo nie wiedziałam, czy wolno Ci to i tamto". Było mi przykro. Szczególnie, że przez tryb pracy Pana K. większość dni spędzałam sama w mieszkaniu. Uwierzcie, jeśli czegoś mi nie wolno, na pewno o tym powiem. Samą propozycją nie narażacie mnie na uszczerbek na zdrowiu.


Przaciółko, koleżanko! Twoja ciężarna znajoma to ta sama osoba, którą była wcześniej. Zmienila tylko etap w życiu. Kiedyś i Ciebie on czeka, a wtedy z kim o tym porozmawiasz? Z tą, która już to przeżyła. Drodzy znajomi ciężarnych - trochę wyrozumiałości! Jeśli się chce to można zrozumieć, że w pierwszym trymestrze kobieta jest zmęczna i dużo śpi. To nie jest jej wina, to wina zmieniających się hormonów. Zrozumcie, że godzina 22.00 to nie jest dla niej czas na spotkania. Nie dlatego, że nie chce. Po prostu nie da rady wysiedzieć z Wami i nie zasnąć. Jednak to nie znaczy, że spotkania nie chce czy nie potrzebuje. Potrzebuje, nadal ma ochotę porozmawiać i spedzić czas ze znajomymi. Potrzebny jest tu jednak kompromis. Jeśli zrozumiesz i będziesz chciał, drogi przyjacielu, się ze mną spotkać znajdziesz dla mnie czas przed nastaniem zmroku. 

Wysłuchajcie się nawzajem



         Kiedy już dochodziło do spotkania nierzadko miałam wrażenie, że skończyły się między nami tematy. Na prawdę starałam się nie mówić tylko o ciąży, dzieciach i mebelkach do pokoju dziecinnego. Uważam, że na prawdę nie podniecam się tym co mnie czeka w obecności znajomych. Jednak później pomyślałam "Halo! Dlaczego mam uważać, co mówię?" Skoro bez znudzenia i marudzenia słuchałam i słucham wypowiedzi znajomych o ich podróżach, problemach na uczelni, głupiej szefowej i kryzysach w związku, to dlaczego mam nie mówić o ciąży? Przyszła mamo - dla Twojej przyjaciółki to są najważniejsze problemy w chwili obecnej, więc Ci o nich opowiada, jednak jeśli jest prawdziwą przyjaciółką, powinna zauważyć, że Ty przez długie miesiące będziesz teraz mieć w głowie tylko swoją ciąże. Potrzebujesz porozmawiać o tym, jak się boisz szpitala, jak strasznie wyglądasz i że nie wiesz, czy sobie poradzisz. I tu właśnie sprawdzisz ilu z Twoich znajomych zniknie, od czasu do czasu pytając tylko "jak się czujesz, jednak nie słuchając w ogóle odpowiedzi. 


         Przede wszystkim jesteśmy teraz przyszłymi mamami, ale przecież nadal tymi samymi osobami, tymi samymi przyjaciółmi. Dalej lubię przejść się do kina, na koncert lub potowarzyszyć Ci z sokiem, kiedy pijesz piwo. Nie dyskredytujcie swoich koleżanek w ten sposób, kiedyś może okazać się za późno na odbudowanie relacji. W końcu przyjdzie koleny etap, czyli macierzyństwo i Twoja przyjaciółka odkryje że straciła Ciebie, ale zyskała kogoś znacznie ważniejszego. 


Pozdrawiam ;)

niedziela, 4 września 2016

Przed nami najważniejszy maraton

Przed nami dystans na 9 miesięcy!

          Dokładnie 11. kwietnia razem z Panem K. i ku naszej radości, dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami! Stąd, tak ogromna przerwa w moim pisaniu. Za nami 27 tygodni ciąży, przeprowadzka o 300 km i 3 miesiące intensywnej budowy naszego wymarzonego domu.



Przed nami najważniejszy maraton

          Pytanie teraz, czy jesteśmy w stanie stać się aktywnymi rodzicami i czy ja potrafię być aktywną kobietą w ciąży, a później mamą. Osobiście uważam, że nie ma nic gorszego niż ograniczona przez nadwagę mama kilkulatka.

Bieganie w ciąży, pomaga czy szkodzi?

          Mój szok po wizycie u lekarza i otrzymanej nowinie jeszcze dobrze nie minął, a ja
zastanawiałam się już, co z bieganiem. W końcu to dawało mi to przez ostatnie miesiące przed ciążą power do życia. Znalazłam wreszcie dla siebie sposób na aktywność, która mi się spodobała. Ciężko się myśli, że ledwo zaczęło się robić to, co się lubi, a już trzeba przestać. Jednak, wiadomo. To nie ja jestem teraz najważniejsza.

Pytanie o to, czy mogę biegać w ciąży było moim pierwszym zadanym lekarzowi. Odpowiedź była
twierdząca, ale nie do końca mnie przekonywała. Lekarz powiedział, że tak. Na tyle na ile będzie
pozwalać mi samopoczucie, na ile będzie chciał biegać mój organizm. Mam wybierać bieżnię,
żeby jak najbardziej zminimalizować ryzyko upadku. Niestety, ciekawość nakazała mi szukać,
czytać, szperać.

Mieszane opinie. Jest naprawdę dużo artykułów i blogów, w których kobiety opisują
swoje biegowe 9 miesięcy. Biegają i czują się świetnie. Jednak większość zgodnie mówi, że taka
aktywność jest tylko dla tych, które biegały minimum rok przed ciążą. U mnie wygląda to tak, że
początek mojej ciąży praktycznie idealnie zbiegł się z rozpoczęciem biegania. Napisałam
większość, bo na moje szczęście trafiłam też na kilka uspokajających mnie treści.

„Bieganie będzie miało zbawienny wpływ na mnie i na dziecko”, czytam w parenting.pl
Najbardziej przekonuje mnie zdanie, że kobiety aktywne w ciąży maja łatwiejsze i szybsze porody.
Odpowiedzmy sobie szczerze, która z nas się tego nie boi? Ja bardzo. Tak, więc wszystko, co może nam pomóc w szybszym porodzie jest warte zachodu.

Powoli zaczęłam w to wierzyć i odważyłam się trenować dalej. Mój plan treningowy uległ dogłębnej analizie. Po czym całkowicie porzuciłam planowanie. W ciąży biegałam rekreacyjnie, dla przyjemności, a trenowanie do dalekich startów zostawię sobie na czas po połogu. Czasem zdarzało się, że nie miałam zupełnie ochoty i siły biegać, wtedy trzeba odpuścić.To nie jest czas na bicie rekordów. Wychodzę z założenia, że organizm, sam wie co jest dla niego dobre. Dlatego też z końcem II trymestru biegałam, co raz rzadziej. Aż w 5 miesiącu przestałam. Niestety, tak podpowiadało mi moje ciało. Więzadła trzymające macice zaczęły się rozciągać i intensywne podrzucanie brzucha przy biegu wywoływało ból. Doceniłam opinię lekarza, który trafił w sedno swoimi słowami. Moje ciało chciało biegać do 5 miesiąca, a innej pozwoli na to znacznie dłużej. Nie ma reguły. Ważne żeby zawsze, w każdym przypadku poradzić się swojego lekarza. Nic na własną rękę. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś się stało dziecku, a ja całe życie bym myślała "może gdybym nie biegała...".

Do biegania powrócę, tak szybko jak będę mogła. Teraz ćwiczenia w domu i fitness dla ciężarnych muszą mi wystarczyć. Każda aktywność w ciąży zapobiega nadmiernemu przyrostowi wagi, zapobiega bólom kręgosłupa, czy puchnięciu stóp. Ja uważam, że warto! Już teraz widzę, że jest dobrze, nie mam problemów z dalekimi spacerami, schylaniem się czy przysiadami. Cieszę się, że nie potrzebuję pomocy innych przy tych podstawowych czynnościach.


Kobieta w ciąży powinna leżeć i jeść za dwoje.

Typowy stereotyp. Jestem w ciąży to mi wolno! Nie wolno.

Nie daj się zapędzić do łóżka przez bliskich. Pamiętaj, że to Ty wiesz, czy potrzebujesz odpoczynku, czy też nie.

sobota, 26 marca 2016

Wyznaczaj sobie cele biegu!

The Color Run Poznań


           Za Waszymi niezastąpionymi radami idąc, wyznaczyłam cele! Zapisane, zaklepane i nie do odwołania. W czerwcu pobiegnę dwa moje pierwsze w życiu biegi. Oba na 5 km. Może nie imponująco długie, ale za to jakie piękne. Jeden z nich to będzie The Color Run - Najradośniejsze 5 km na Świecie!

The-Color-RunTicket

Bieg Czekoladowy

Drugi to Bieg Czekoladowy! Czego to kobieta nie zrobi dla czekolady:) Niesamowicie motywujący cel dla mnie!



Trzymajcie mocno kciuki za mnie i wspierające mnie czynnie w walce o pierwsze medale Katarzynę, Zofię i Joannę:)

Do zobaczenia na trasie! 

piątek, 25 marca 2016

Spadek formy w końcu dopadnie każdego?

Całkowity spadek formy


          Wczoraj pierwszy raz od początku mojej biegowej przygody nie wykonałam zamierzonego treningu. Dopadł mnie całkowity spadek formy. Do tej pory z treningu na trening poprawiałam swoje tempo, dystans i czas wysiłku. Wczoraj w trakcie biegu po ok 4 km i 25 minutach musiałam przerwać. Zatrzymałam się, nogi miałam jak słupy soli i nic dalej robić nie byłam w stanie. Oczywiście po powrocie do domu zaczęłam czytać, dlaczego tak się mogło stać? Wnioski nasuwają mi się aż cztery.




1. Przetrenowanie 

Bieganie zaczęłam 27 lutego, od tamtej pory nie minął nawet miesiąc, a ja z 1 minuty biegu rozpędziłam się aż do 5 minut. Ciągle chciałam więcej i dłużej, szczególnie patrząc na osiągnięcia innych stale udostępniane na profilach społecznościowych. Już co drugi bieg zwiększałam czas biegu o 1 min. mimo, że mądre strony internetowe z których pobrałam plan biegowy zalecały 3 treningi tygodniowo o tej samej intensywności. Zmiana powinna następować co tydzień. Przekonałam się na własnej skórze, że co za dużo to nie zdrowo.

2. Zły odpoczynek 

Wiąże się to z moją pracą zawodową. Niby jest siedząca, niby nie wymagająca, ale bardzo stresująca. Ciężko odpocząć kiedy ma się głowę pełną problemów zawodowych. Od razu po wyjściu z pracy szłam na trening, często nie zdążyłam jeszcze przejść na tryb "bezstresowy", co spinało moje mięśnie i zauważałam występowanie skurczy łydek po stresującym, wyczerpującym dniu. Może wystarczy przesunąć trening na późniejszą godzinę, kiedy organizm będzie bardziej wypoczęty.

3. Złe odżywianie 

Często moja praca pochłania mi czas i energię tak bardzo, że nie mam kiedy zjeść w ciągu dnia. Wychodząc z pracy jestem już bardzo głodna, ale nie jem przed bieganiem. Skutkuje to brakiem siły i energii do biegu. Trzęsą się mięśnie i, łapie mnie kolka. Postanowienie na dzisiaj - ustalić stałe, "święte" pory posiłków.


4. Brak rozgrzewki 


Poniekąd wiąże się to z punktem pierwszym. Tak bardzo chciałam wszystko zrobić szybko, teraz i natychmiast, że uznawałam rozgrzewkę za zbyteczną rzecz zabierającą mi czas. Teraz myślę, że to była najgłupsza z rzeczy, które robiłam, a w zasadzie, których nie robiłam.



Mądry morał?

Co mi pozostaje? Poprawić błędy i się nie poddawać. Mądre rady mile widziane. Dobre słowa również :) Jak już parę razy wspomniałam dobra reakcja otoczenia jest dla mnie budująca.

czwartek, 17 marca 2016

Im więcej robisz, tym więcej masz czasu.

Nie marnuj czasu, ruszaj się!

          Do takiego właśnie wniosku doszłam jakiś czas temu. Nigdy wcześniej nie miałam czasu na tak wiele czynności w ciągu dnia. To pewnie dlatego, że nie wiele po prostu mi się chciało.


          Okazuje się, że kiedy zaczniesz się męczyć fizycznie, to paradoksalnie wracają Ci siły. Wraca ochota na robienie pozostałych rzeczy, na które nie było czasu wcześniej lub nie było na nie zupełnie chęci. Już nie mogę doczekać się przywitania z rowerem :)


Nie daj się zawodowej rutynie!


          Jeszcze kilka miesięcy temu w pracy zawodowej układało się bardzo dobrze. Nie było na co narzekać. Trzeba było się napracować, żeby dostać godne pieniądze, ale ambicja robi swoje, wiec co miesiąc byłam z siebie zadowolona. Jednak wychodziłam z pracy, paliłam dwa szybkie papierosy i jedyne na co miałam ochotę to serial (najlepiej niezbyt mądry) i wino. Czułam się jakby ktoś wyjął mi mózg i trzy razy wyprał go na tarze. W końcu mam cel - Budowa domu. Praca jest potrzebna. Pieniądze też. Czułam, że warto, więc regenerowałam siły wracając do domu i po przekroczeniu progu mieszkania, chciało mi się już tylko, jako tako, zrobić kolację lub posprzątać. Czasem, ktoś pytał mnie czy pójdziemy na basen, siłownię, pograć w squash`a. Odpowiadałam "Absolutnie, ja nie mam na to w ogóle czasu. Nie wyrobię się". Jednak 2-3 razy w miesiącu udawało się mnie zmusić do jakiejś aktywności.

          Niestety, czasy się zmieniły i w pracy zaczęła być kompletna klapa. Wysiłek ten sam albo i więcej nie przynosi żadnych efektów oraz nie przekłada się na wynagrodzenie. Żadnej motywacji, a pojawił się stres, że wszystkie marzenia o małym białym domku na wsi staną się tylko niewyraźnym widmem niespełnienia. Wtedy nie miałam ochoty nawet doprowadzać do ładu własnego mieszkania, gotować. Okazywało się, że brakuje mi czasu nawet na odpoczynek.  Czułam, że doba jest za krótka, że po pracy zdążyć zrobić cokolwiek. Rano otwierając oczy myślałam już tylko o tym, że dziś to będzie ten dzień kiedy się wyśpię, a przecież nie robiłam w ciągu dnia nic bardziej wyczerpującego, czego nie robiliby inni ludzie.

Jak się zmotywować?


          Na szczęście, dla mnie znalazłam lekarstwo. Zaczęłam od biegu. Teraz po pracy przebieram się i wychodzę biec. Okazuje się, że mimo, iż zajmuje mi to ok 40 minut, daje mi więcej czasu w ciągu dnia.  Regeneruje mnie psychicznie poprzez wysiłek fizyczny. Wracam zmęczona i spocona, ale chce mi się więcej. Po prostu życie bardziej cieszy. Wróciłam do gotowania. Z radością pilnuję co jem, a nie wrzucam byle co, byle szybko. Rzuciłam palenie! Cudownie się biega, nie paląc. Teraz trzy godziny po pracy to aż trzy godziny, a nie tylko. Wiecie ile można zrobić w trzy godziny? Powoli wprowadzam też inne aktywności ruchowe w dni "niebiegowe". Sprawdzam, szukam, co da mi satysfakcję. To jest chyba to, co nazywa się motywacją w życiu. Znajdujesz sobie cel, a później do niego dążysz. Cele biegania bywają różne. Od prób schudnięcia, chęci udziału w maratonie, po poprawę zdrowia. Ja mam swój własny - lepiej czuć się ze sobą, widzieć więcej chęci do życia. Znajdź swój cel. To da Ci motywację.

poniedziałek, 14 marca 2016

Po prostu się rusz! I Biegni przed siebie!

           Jeszcze niedawno byłam osobą, która miała w życiu zasadę. Śmiałam się "Mam zasady, nie biegam". Teraz wiem, że to ze strachu. Ja w środku czułam, że nie dam rady się ruszyć, że jestem zbyt słaba, żeby zacząć. Długo bałam się też o reakcję innych ludzi. Śmieszne? A jednak.

Magiczny jest pierwszy krok

           Jak zaczniesz połowa Twoich strachów ucieka daleko, a jak skończysz jesteś już sam na polu walki. Po prostu biegniesz.

           Sztuką jest pewnie dostosowanie pierwszego razu do możliwości. Nic na siłę. Jeśli masz kondycję na 1 km to biegnij jeden. Jeśli możesz na pierwszy raz przebiec 5 km, jasne, biegnij właśnie tyle. Nie patrz na innych. To był właśnie ten krok, który zrobiłam na początku. Przestałam patrzeć na piękne obrazki tras z Endomondo znajomych. Moja kondycja pozwoliła na zaledwie 1,5 km na pierwszy raz. Zaledwie? Dla mnie to aż. Pamiętaj, że jeśli pobiegniesz pierwszy raz ten 1 km, to i tak jesteś 1 km przed tymi, którzy nie zrobili nic. Postępy przyjdą. Będziesz je widzieć.



Ciesz się z małych postępów!

            U mnie przyszły bardzo szybko. Mój pierwszy trening trwał 16 minut. Obejmował naprzemiennie 8 minut biegu i 8 minut marszu, po 1 min. Śmiesznie mało? Ok mało, jednak przy długim paleniu papierosów i po prostu siedzącym trybie życia i tak jest to sukces.
Obecnie po 2 tygodniach mój trening trwa 30 minut i składa się już tylko z 6 minut marszu i 24 minut biegu. Pozwala mi to przebiec 5 km. Poprawa o 400%. To jest właśnie niesamowite w ludzkim ciele. Tak szybko daje Ci widoczny efekt, żebyś czasem nie przestał.

Po tygodniu napisałam na TT "Niech ktoś mi obieca, że to kiedyś polubię!" Wiecie co? Lubię to! :)