sobota, 26 marca 2016

Wyznaczaj sobie cele biegu!

The Color Run Poznań


           Za Waszymi niezastąpionymi radami idąc, wyznaczyłam cele! Zapisane, zaklepane i nie do odwołania. W czerwcu pobiegnę dwa moje pierwsze w życiu biegi. Oba na 5 km. Może nie imponująco długie, ale za to jakie piękne. Jeden z nich to będzie The Color Run - Najradośniejsze 5 km na Świecie!

The-Color-RunTicket

Bieg Czekoladowy

Drugi to Bieg Czekoladowy! Czego to kobieta nie zrobi dla czekolady:) Niesamowicie motywujący cel dla mnie!



Trzymajcie mocno kciuki za mnie i wspierające mnie czynnie w walce o pierwsze medale Katarzynę, Zofię i Joannę:)

Do zobaczenia na trasie! 

piątek, 25 marca 2016

Spadek formy w końcu dopadnie każdego?

Całkowity spadek formy


          Wczoraj pierwszy raz od początku mojej biegowej przygody nie wykonałam zamierzonego treningu. Dopadł mnie całkowity spadek formy. Do tej pory z treningu na trening poprawiałam swoje tempo, dystans i czas wysiłku. Wczoraj w trakcie biegu po ok 4 km i 25 minutach musiałam przerwać. Zatrzymałam się, nogi miałam jak słupy soli i nic dalej robić nie byłam w stanie. Oczywiście po powrocie do domu zaczęłam czytać, dlaczego tak się mogło stać? Wnioski nasuwają mi się aż cztery.




1. Przetrenowanie 

Bieganie zaczęłam 27 lutego, od tamtej pory nie minął nawet miesiąc, a ja z 1 minuty biegu rozpędziłam się aż do 5 minut. Ciągle chciałam więcej i dłużej, szczególnie patrząc na osiągnięcia innych stale udostępniane na profilach społecznościowych. Już co drugi bieg zwiększałam czas biegu o 1 min. mimo, że mądre strony internetowe z których pobrałam plan biegowy zalecały 3 treningi tygodniowo o tej samej intensywności. Zmiana powinna następować co tydzień. Przekonałam się na własnej skórze, że co za dużo to nie zdrowo.

2. Zły odpoczynek 

Wiąże się to z moją pracą zawodową. Niby jest siedząca, niby nie wymagająca, ale bardzo stresująca. Ciężko odpocząć kiedy ma się głowę pełną problemów zawodowych. Od razu po wyjściu z pracy szłam na trening, często nie zdążyłam jeszcze przejść na tryb "bezstresowy", co spinało moje mięśnie i zauważałam występowanie skurczy łydek po stresującym, wyczerpującym dniu. Może wystarczy przesunąć trening na późniejszą godzinę, kiedy organizm będzie bardziej wypoczęty.

3. Złe odżywianie 

Często moja praca pochłania mi czas i energię tak bardzo, że nie mam kiedy zjeść w ciągu dnia. Wychodząc z pracy jestem już bardzo głodna, ale nie jem przed bieganiem. Skutkuje to brakiem siły i energii do biegu. Trzęsą się mięśnie i, łapie mnie kolka. Postanowienie na dzisiaj - ustalić stałe, "święte" pory posiłków.


4. Brak rozgrzewki 


Poniekąd wiąże się to z punktem pierwszym. Tak bardzo chciałam wszystko zrobić szybko, teraz i natychmiast, że uznawałam rozgrzewkę za zbyteczną rzecz zabierającą mi czas. Teraz myślę, że to była najgłupsza z rzeczy, które robiłam, a w zasadzie, których nie robiłam.



Mądry morał?

Co mi pozostaje? Poprawić błędy i się nie poddawać. Mądre rady mile widziane. Dobre słowa również :) Jak już parę razy wspomniałam dobra reakcja otoczenia jest dla mnie budująca.

czwartek, 17 marca 2016

Im więcej robisz, tym więcej masz czasu.

Nie marnuj czasu, ruszaj się!

          Do takiego właśnie wniosku doszłam jakiś czas temu. Nigdy wcześniej nie miałam czasu na tak wiele czynności w ciągu dnia. To pewnie dlatego, że nie wiele po prostu mi się chciało.


          Okazuje się, że kiedy zaczniesz się męczyć fizycznie, to paradoksalnie wracają Ci siły. Wraca ochota na robienie pozostałych rzeczy, na które nie było czasu wcześniej lub nie było na nie zupełnie chęci. Już nie mogę doczekać się przywitania z rowerem :)


Nie daj się zawodowej rutynie!


          Jeszcze kilka miesięcy temu w pracy zawodowej układało się bardzo dobrze. Nie było na co narzekać. Trzeba było się napracować, żeby dostać godne pieniądze, ale ambicja robi swoje, wiec co miesiąc byłam z siebie zadowolona. Jednak wychodziłam z pracy, paliłam dwa szybkie papierosy i jedyne na co miałam ochotę to serial (najlepiej niezbyt mądry) i wino. Czułam się jakby ktoś wyjął mi mózg i trzy razy wyprał go na tarze. W końcu mam cel - Budowa domu. Praca jest potrzebna. Pieniądze też. Czułam, że warto, więc regenerowałam siły wracając do domu i po przekroczeniu progu mieszkania, chciało mi się już tylko, jako tako, zrobić kolację lub posprzątać. Czasem, ktoś pytał mnie czy pójdziemy na basen, siłownię, pograć w squash`a. Odpowiadałam "Absolutnie, ja nie mam na to w ogóle czasu. Nie wyrobię się". Jednak 2-3 razy w miesiącu udawało się mnie zmusić do jakiejś aktywności.

          Niestety, czasy się zmieniły i w pracy zaczęła być kompletna klapa. Wysiłek ten sam albo i więcej nie przynosi żadnych efektów oraz nie przekłada się na wynagrodzenie. Żadnej motywacji, a pojawił się stres, że wszystkie marzenia o małym białym domku na wsi staną się tylko niewyraźnym widmem niespełnienia. Wtedy nie miałam ochoty nawet doprowadzać do ładu własnego mieszkania, gotować. Okazywało się, że brakuje mi czasu nawet na odpoczynek.  Czułam, że doba jest za krótka, że po pracy zdążyć zrobić cokolwiek. Rano otwierając oczy myślałam już tylko o tym, że dziś to będzie ten dzień kiedy się wyśpię, a przecież nie robiłam w ciągu dnia nic bardziej wyczerpującego, czego nie robiliby inni ludzie.

Jak się zmotywować?


          Na szczęście, dla mnie znalazłam lekarstwo. Zaczęłam od biegu. Teraz po pracy przebieram się i wychodzę biec. Okazuje się, że mimo, iż zajmuje mi to ok 40 minut, daje mi więcej czasu w ciągu dnia.  Regeneruje mnie psychicznie poprzez wysiłek fizyczny. Wracam zmęczona i spocona, ale chce mi się więcej. Po prostu życie bardziej cieszy. Wróciłam do gotowania. Z radością pilnuję co jem, a nie wrzucam byle co, byle szybko. Rzuciłam palenie! Cudownie się biega, nie paląc. Teraz trzy godziny po pracy to aż trzy godziny, a nie tylko. Wiecie ile można zrobić w trzy godziny? Powoli wprowadzam też inne aktywności ruchowe w dni "niebiegowe". Sprawdzam, szukam, co da mi satysfakcję. To jest chyba to, co nazywa się motywacją w życiu. Znajdujesz sobie cel, a później do niego dążysz. Cele biegania bywają różne. Od prób schudnięcia, chęci udziału w maratonie, po poprawę zdrowia. Ja mam swój własny - lepiej czuć się ze sobą, widzieć więcej chęci do życia. Znajdź swój cel. To da Ci motywację.

poniedziałek, 14 marca 2016

Po prostu się rusz! I Biegni przed siebie!

           Jeszcze niedawno byłam osobą, która miała w życiu zasadę. Śmiałam się "Mam zasady, nie biegam". Teraz wiem, że to ze strachu. Ja w środku czułam, że nie dam rady się ruszyć, że jestem zbyt słaba, żeby zacząć. Długo bałam się też o reakcję innych ludzi. Śmieszne? A jednak.

Magiczny jest pierwszy krok

           Jak zaczniesz połowa Twoich strachów ucieka daleko, a jak skończysz jesteś już sam na polu walki. Po prostu biegniesz.

           Sztuką jest pewnie dostosowanie pierwszego razu do możliwości. Nic na siłę. Jeśli masz kondycję na 1 km to biegnij jeden. Jeśli możesz na pierwszy raz przebiec 5 km, jasne, biegnij właśnie tyle. Nie patrz na innych. To był właśnie ten krok, który zrobiłam na początku. Przestałam patrzeć na piękne obrazki tras z Endomondo znajomych. Moja kondycja pozwoliła na zaledwie 1,5 km na pierwszy raz. Zaledwie? Dla mnie to aż. Pamiętaj, że jeśli pobiegniesz pierwszy raz ten 1 km, to i tak jesteś 1 km przed tymi, którzy nie zrobili nic. Postępy przyjdą. Będziesz je widzieć.



Ciesz się z małych postępów!

            U mnie przyszły bardzo szybko. Mój pierwszy trening trwał 16 minut. Obejmował naprzemiennie 8 minut biegu i 8 minut marszu, po 1 min. Śmiesznie mało? Ok mało, jednak przy długim paleniu papierosów i po prostu siedzącym trybie życia i tak jest to sukces.
Obecnie po 2 tygodniach mój trening trwa 30 minut i składa się już tylko z 6 minut marszu i 24 minut biegu. Pozwala mi to przebiec 5 km. Poprawa o 400%. To jest właśnie niesamowite w ludzkim ciele. Tak szybko daje Ci widoczny efekt, żebyś czasem nie przestał.

Po tygodniu napisałam na TT "Niech ktoś mi obieca, że to kiedyś polubię!" Wiecie co? Lubię to! :)